Faszerowana cukinia

Faszerowana cukinia

faszerowana cukinia


Sierpień to czas, kiedy na moim talerzu ląduje cukinia - mięciutka, delikatna, rozpływająca się w ustach. Najczęściej jest dodatkiem do leczo. Ostatnio jednak odkryłam, że cukinia świetnie sprawdza się w roli głównej, faszerowana mięsem z dodatkiem aromatycznych warzyw. To proste i ekspresowe danie to istna uczta dla sezonowych smakoszy. 


Składniki

(porcja dla dwóch osób)

  • 2 cukinie;
  • 500 g mięsa mielonego;
  • cebula;
  • czosnek;
  • czerwona papryka;
  • kukurydza lub czerwona fasola (a może być to i to);
  • 2 świeże pomidory lub puszka pomidorów bez skórki;
  • świeża bazylia, przyprawy wedle uznania;
  • ser.


Sposób przygotowania


Najlepiej rozpocząć od przygotowania farszu. Siekamy cebulę, czosnek, czerwoną paprykę oraz pomidory. Podsmażamy delikatnie mięso mielone, które przyprawiamy zgodnie z własnymi upodobaniami. Następnie dodajemy pokrojone warzywa oraz kukurydzę/fasolę. Wszystkie składniki dusimy przez kilka minut na wolnym ogniu. Na koniec doprawiamy świeżą bazylią.


Cukinię dokładnie myjemy i wydrążamy. Następnie nakładamy do środka farsz i tak przygotowaną cukinię zapiekamy  przez 20 minut w temp. 180 stopni C. Pod koniec pieczenia posypujemy ją startym serem.


To idealne rozwiązanie dla osób, które nie lubią długo bawić się w kuchni, a cenią sobie smaczne i całkiem zdrowe jedzenie. I cóż, cukinia jest teraz naprawdę tania. Aż grzech nie skorzystać! 


faszerowana cukinia

faszerowana cukinia

faszerowana cukinia

faszerowana cukinia


Dobrego tygodnia!


#poprostużyj

#poprostużyj

#poprostużyj


Po prostu żyj. Nie od jutra, nie przez chwilę, ale wciąż niezmiennie doceniaj każdą chwilę. Wiem, to brzmi tak patetycznie i banalnie. Między pospiesznym śniadaniem, szybką toaletą, ekspresowym sprzątaniem, obiadem w biegu i stertą prasowania ciężko wcisnąć kontemplowanie jak pięknie wschodzi i zachodzi słońce... Ale warto. Ja zwolniłam już jakiś czas temu. Początkowo powoli zaczęłam odrzucać ciężar codziennych obowiązków, starałam się częściej uśmiechać, doceniać, że mogę być tu i teraz. A potem pojawiły się dwie kreseczki i świadomość, że biją we mnie dwa serca zmieniło wszystko. To nie jest też tak, że posiadanie potomstwa uszlachetnia, a pozostała bezdzietna część populacji to wyjałowione jednostki. Po prostu czasami w naszym życiu pojawia się ktoś, kto ogarnie ten cały bałagan w głowie, odkurzy zapomniane kąty, poukłada rozrzucone myśli i wyciągnie z głębi szafy uczucia, o których istnieniu nawet nie miało się pojęcia. Być może ten ktoś wcale nie zjawia się nagle, ale jest obecny i tkwi przy nas każdego dnia, a my w tym biegu nie widzimy, jak pusto byłoby bez niego. 


#poprostużyj


W moim życiu najpierw pojawił się A. Najwierniejszy przyjaciel, ostoja spokoju i cierpliwości, która przetrzyma każde moje zachwianie. Później ze splotu wspólnych chwil, podszytych oddaniem i miłością powstała Lilianka, nasze spełnione marzenie. Od tamtej pory każda minuta jest dla mnie na wagę złota. Chwytam sekundy, oddycham Ich oddechem, dotykam, całuję i wciąż zastanawiam się, czy to nie sen. I właśnie w takich momentach powraca natarczywa myśl, że może nie powinnam obnosić się z tym szczęściem, że należy trzymać je w ukryciu przed zawistnym wzrokiem losu. Przecież ta bańka, w której tkwimy może w końcu pęknąć, zburzyć ustalony bieg, wprowadzić chaos w uporządkowaną rzeczywistość. 


#poprostużyj


Wystarczyła maleńka rysa, diagnoza rzucona w przestrzeń, długie godziny na skrzypiącym szpitalnym łóżku i niekończące się modlitwy, że nie chcę nic więcej. Palące łzy strachu i ta bezsilność powoli odchodzą w zapomnienie. Początkowo chciałam wyrzucić te wspomnienia z mojej pamięci, zatrzeć nieprzyjemny smak żalu i poczucia winy, że to pewnie przez tą radość wypisaną na mojej twarzy. Jednak tak sobie myślę, że to wszystko stało się znowu po coś. Może po to, abym ponownie spojrzała na Nich i po prostu zapragnęła znowu tylko żyć. Ot tak, budzić się z pierwszymi promieniami słońca, czuć delikatny sierpniowy deszcz, który osiada na mnie niczym poranna mgła. Patrzeć na Nią z dumą, gdy po raz pierwszy sięga samodzielnie po ulubionego pluszaka, śmieje się w głos z Jego zabawnych min. To wystarczy, wystarczy aż nadto.


Recenzja powieści "Mów do mnie" Lisy Scottoline

Recenzja powieści "Mów do mnie" Lisy Scottoline

mow do mnie lisa scottoline


Bardzo lubię książki Lisy Scottoline, ale mam z nimi pewien problem. Otóż zawsze obiecuję sobie po nich więcej, niż otrzymuję. Być może podyktowane jest to moimi zbyt wygórowanymi czytelniczymi oczekiwaniami. Jednak uważam, że wszystkie powieści Scottoline, które przeczytałam miały niezwykły potencjał, który był wyczuwalny już w pierwszych słowach. I chciałabym napisać, że z każdym kolejnym rozdziałem wciągałam się coraz bardziej, ale nie. Niestety, mój zapał malał jak balonik, z którego uciekało powietrze. Nie jest też tak, że te książki są złe. Bo nie są. Są po prostu według mnie dobre, ale nie bardzo... 


I właśnie wtedy, gdy traciłam nadzieję, że kiedyś z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej powieści Lisy Scottoline, stało się TO - przeczytałam Mów do mnie. I w końcu doczekałam się, że mogę napisać z pełnym przekonaniem o dobrej lekturze autorstwa tej pani. Takie właśnie lubię Wam polecać najbardziej! 


mow do mnie lisa scottoline


Ludzie wyobrażają sobie, że zły człowiek to terrorysta, morderca, bezwględny dyrektor, ale nie "normalna" osoba taka jak ja. Nie zdają sobie sprawy, że zło mieszka po sąsiedzku, pracuje przy biurku obok, gawędzi z nami w kolejce, jeździ tym samym pociągiem i czyta książkę, korzysta z osiedlowej siłowni.
Żeni się z ich córką.
Jesteśmy tu i polujemy na ciebie.
Obłaskawiamy cię i oswajamy.

Lisa Scottoline Mów do mnie


Eric Parrish z dnia na dzień gubi ustalony bieg codzienności i traci to, na co pracował przez wiele lat z oddaniem i pasją. Wszystko za sprawą przypadkowo spotkanego siedemnastoletniego chłopca, któremu musi pomóc jako doświadczony psychoterapeuta. I właśnie wtedy, gdy sądzi, że robi to, co najlepiej potrafi, czyli leczy, okazuje się, że zaraża wszystko wokół złem, które tkwi głęboko w otaczających go ludziach - niepozornych, z reguły dobrych, uśmiechniętych i tak bardzo bliskich. Powoli traci wysoką pozycję w społeczeństwie jako szanowany ordynator oddziału psychiatrii w miejskim szpitalu, żona utrudnia mu wizyty z ukochaną córeczką, a on sam staje się podejrzanym o morderstwo... 


Mężczyzna na przekór oskarżeniom, stara się odzyskać dobre imię. Wyrusza na poszukiwania winnego, ale czy uda mu się odkryć prawdę? Czy to, co go spotkało to nieszczęśliwy splot wydarzeń, czy może Eric jest marionetką w rękach psychopaty, który pragnie go zniszczyć? 


mow do mnie lisa scottoline


Po lekturze Mów do mnie jestem ukontentowana. Otrzymałam to, czego do tej pory nie mogłam odnaleźć w książkach Lisy Scottoline - świetnie uknutą intrygę, wartką akcję i zakończenie, które zupełnie mnie zaskoczyło. Warto również wspomnieć, że Scottoline jest pisarką, która perfekcyjnie gra na emocjach czytelnika. Porusza tematy, które wzruszają, oburzają, złoszczą, dotykają i palą ogniem oceny i dyskusji. Dlatego puszczam mimochodem te niewielkie niedociągnięcia i sięgam po każdą jej nową książkę. Po powieści Mów do mnie będę robiła to jeszcze chętniej.


Recenzje innych powieści tej autorki:



Kryminalny lipiec. "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

Kryminalny lipiec. "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

dziewczyny, które zabiły chloe


Kryminał w mojej domowej biblioteczce zaliczam do czytelniczych zachcianek - ot, sięgam, choć obyłabym się bez tego.  Lubię jednak od czasu do czasu zaznać literackiego dreszczyku. I pewnie dlatego, że robię to niezbyt często, wybór jest starannie przemyślany. Zazwyczaj musi mnie zainteresować zarys fabuły, ale przyznam się, że preferuję łagodną odmianę tego gatunku - mroczny, momentami przerażający, ale bez okropnych, drastycznych scen. Dla fanów kryminału pewnie trąci to literackim oszustwem, ale wychodzę z założenia, że można zbudować napięcie bez wypruwania wnętrzności. 

Na szczęście mam szczęście i lektury, które trafiają do mnie zaspokajają mój głód sensacji. Na tyle, abym po przeczytanej książce nie bała się własnego cienia. :) W lipcu w moje ręce trafił dość ciekawy thriller/dramat (?) psychologiczny, Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood. No właśnie, to książka, którą ciężko "zaszufladkować" i podpiąć pod właściwą, literacką etykietę. Jest zbrodnia, jest kara, ale czy w ostatecznej ocenie to jest motywem przewodnim rozważań Marwood? A może źródło zła w człowieku, wydawanie osądów, a także determinizm ludzkiego losu jest tym, nad czym pochyla się autorka w swojej debiutanckiej powieści?


dziewczyny, które zabiły Chloe


Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczenie i zapomnienie, ulgowe traktowanie. A także o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha.

Alex Marwood Dziewczyny, które zabiły Chloe


Ile jesteś w stanie poświęcić, aby chronić tych, których kochasz? Pewnie wiele, a może nawet wszystko... Kirsty i Amber całe życie budowały na kłamstwie, aby zaznać choć odrobinę normalnej codzienności. Fałszywe nazwiska, fałszywa przeszłość i złudne poczucie bezpieczeństwa. Ich domki z kart, starannie budowane przez lata, może zburzyć jeden podmuch przeszłości. Czego się obawiają, przed czym uciekają?


Pewnego, upalnego dnia w 1986 roku Kirsty i Amber spotkają się po raz pierwszy. Jeszcze tego samego wieczoru obie zostają posądzone o morderstwo i umieszczone w ośrodkach dla nieletnich przestępców. Każda z nich otrzymuje nową tożsamość, aby móc rozpocząć dorosłe życie. Jest tylko jeden warunek - nie mogą utrzymywać ze sobą kontaktu. Po wielu latach nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że drogi Kirsty i Amber ponownie się krzyżują. Każda z nich zrobi wszystko, aby nie odkryto ich tajemnicy i zapewnić bezpieczeństwo swoim rodzinom. 


dziewczyny, które zabiły Chloe


Powieść Dziewczyny, które zabiły Chloe ma to, co powinna mieć dobra, letnia lektura - mroczna atmosfera nadmorskiej mieściny, seria niewyjaśnionych morderstw i dwie kobiety, które za wszelką cenę pragną ukryć tajemnicę sprzed lat. Ponadto na uwagę zasługuje ciekawie rozbudowane tło społeczno - obyczajowe, które tworzy ponury i smętny klimat książki. Jednak mam nieodparte wrażenie, że to nie o samą zbrodnię tu chodzi, lecz o coś więcej. O jeden błąd, o zbyt łatwe ferowanie wyroków i niesprzyjający splot wydarzeń, który może doprowadzić do tragedii. I gdzieś na marginesie możemy dostrzec niedopracowany plan resocjalizacyjny i  chęć osądzania. Bo nie ma znaczenia, czy winny jest winny. Trzeba po prostu znaleźć kogoś, na kogo można zrzucić ciężar zła.


Alex Marwood jako debiutantka weszła w zgrabnym stylu na literacką scenę, o czym świadczy chociażby Nagroda im. Edgara Allana Poe za najlepszą powieść w 2014 roku. Liczę, że niebawem znów będę mogła sięgnąć po książkę, która wyjdzie spod pióra tej pani.



Świt

Świt

poranek


Zanim otworzę oczy czuję delikatny chłód wpadający przez uchylone okno, słyszę natarczywe bzyczenie muchy, a przez moje zamknięte powieki próbują się wedrzeć pierwsze promienie słońca. Wiem, że kolejna noc odeszła w niepamięć. Poruszam obolałym ciałem po wielu godzinach bezruchu i szukam po omacku rozgrzanego ciepłego ciałka, które wtula się we mnie z dziecięcą niewinnością i oddaniem. Bez skrępowaia wciągam niedbale pozostawione poprzedniego wieczoru spodenki, narzucam Jego bluzę i biorę Ją w spragnione zachłanną miłością ręce. Wymykamy się na palcach, witając świt i żegnając się z Nim delikatnym pocałunkiem. To tylko na chwilę. 


Kroczymy śladami wydeptanymi wiernymi, psimi łapami między pustymi polami. Pokazuję Jej srebrną trawę, którą noc pozostawiła nam na wyłączność. Krople rosy obmywają mi bose stopy, poranne słońce zmywa ślady snu z mojej twarzy, a Jej maleńkie dłonie łaskoczą mnie po szyi. To nasz moment. Niespieszny, wypełniony słowami ciszy, szeptanej miłości i szczerych uśmiechów. Wraz z odpływającą mgłą, ulatnia się ta nić milczącego porozumienia. Niespiesznie wracamy do Jego stęsknionych ramion i rozpoczynamy kolejny, lipcowy dzień. 


To będzie dobry dzień.


poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek



5 filmów na lipcowe wieczory

 5 filmów na lipcowe wieczory

filmy na lipcowe wieczory


Na dobry film zawsze jest odpowiednia pora. Nie ma dla mnie znaczenia, czy obejrzę go podczas długich, jesiennych wieczorów zakopana pod ciepłym kocem z kubkiem gorącego kakao w ręku, czy podczas letnich, upalnych dni zanurzona w zapachu maciejki, który sączy się przez uchylone drzwi balkonowe. 

Uwielbiam wieczorne seanse. To czas totalnego wyciszenia i odpoczynku po męczącym dniu. Po ogarnięciu naszego trzyosobowego gospodarstwa, to znaczy wykąpaniu i utuleniu Lilki do snu, przyrządzamy sobie kolację i udajemy się do naszego domowego kina (czytaj: rozkładamy się na kanapie jak dwa naleśniki i odpalamy telewizor).

W ostatnim czasie udało nam się wyszperać w zakamarkach sieci kilka perełek, które z pewnością mogą umilić lipcowe wieczory. 


Projektantka / The Dressmaker




Po roli w Projektantce zakochałam się w urodzie Kate Winslet. Jest piękna, zmysłowa, kobieca... No, wprost nie mogłam napatrzeć się na nią! Być może wybór Liama Hemswortha na rówieśnika Kate nie był do końca trafny, ale po obejrzeniu tego filmu stwierdziłam, że to dość intrygujący zabieg.


Brzydka, zapomniana przez świat maleńka miejscowość gdzieś w Australii, ludzie zniszczeni przez brudną codzienność i ona - piękna, wytworna kobieta w strojach rodem z najlepszych francuskich domów mody. To naprawdę fascynująca mieszanka i historia, którą warto poznać.


Mustang




Mustang to trochę taka współczesna baśń o dojrzewaniu, ale w zderzeniu z hermetycznym i konserwatywnym światem tureckich tradycji. Pięć sióstr - młodych, pełnych życia i dziecięcej naiwności pomieszanej z pierwszymi pragnieniami - stara się przeciwstawić surowym i kategorycznym zasadom narzuconym przez ich opiekunów, babcię i wuja. 


Niesamowicie wciągający film, który niezwykle mnie poruszył, osobę wychowaną w poszanowaniu wolności i możliwości dokonywania samodzielnych wyborów życiowych. Mustang to mieszanka młodzieńczej niewinności z erotyzmem dojrzewających ciał.


Pół na pół / 50/50




Bardzo lubię Josepha Gordona-Levitta, ale zawsze kojarzył mi się z lekkim kinem. Nie wiem dlaczego, być może oceniałam jego umiejętności aktorskie po rolach w filmach Don Jon i The Night Before. I gdy zobaczyłam, że w kolejnej produkcji towarzyszy mu Seth Rogen, nie spodziewałam się niczego głębokiego. A jednak. Pół na pół to tylko pozornie zabawna historia, bo pod warstwą humoru znajdziemy opowieść o zmaganiach młodego chłopaka z ciężką chorobą, która weryfikuje jego dotychczasowe życie. 


Cuda z nieba / Miracles from Heaven




Bardzo długo zbierałam się do tego filmu, ale dziś, już po seansie wiem, że musiałam poczekać. Cieszę się, że obejrzałam go po urodzeniu Lilki, bo dzięki temu mogłam z większą uwagą poznać historię rodziny Beamów. I choć cały film oglądałam ze ściśniętym gardłem, a łzy momentami przysłaniały obraz, to wiem, że było warto. Tym bardziej, że jest to film oparty na faktach.


Cuda z nieba to poniekąd pochwała wiary, która nie zawsze jest niezachwiana i mocna. Pokazano chwile zwątpienia i zagubienia zwykłego człowieka, który czuje niesprawiedliwość losu. Jednak mimo dość wyraźnego wątku religijnego, nie sądzę, aby był to film skierowany wyłącznie do osób wierzących. Wręcz przeciwnie, może powinni go zobaczyć ci, którzy wątpią. Jedyne co trochę raziło w całościowej ocenie filmu to scena przedstawiająca wizję nieba. Zresztą sprawdźcie sami.


Ojcowie i córki / Fathers and Daughters




Oglądanie Amandy Seyfried to dla mnie czysta przyjemność, a oglądanie jej w roli dramatycznej to uczta dla oczu.

Ojcowie i córki to historia Katie, w tej roli właśnie przepiękna Seyfried (co ciekawe, w rolę małej Katie wcieliła się aktorka, którą można było zobaczyć w filmie Cuda z nieba) i jej ojca (Russell Crowe), cenionego pisarza, który przechodzi silne załamanie nerwowe po śmierci żony. Zmagania ojca, wychowującego samotnie małą dziewczynkę wielokrotnie wzruszały mnie do łez. Równie ciekawie przedstawiona jest postać dorosłej Katie, która próbuje udźwignąć ciężar przeszłości. Momentami wybory bohaterki były dla mnie niezrozumiałe, jednak jej postawa zastanawia i porusza, pokazuje jak ogromnym bagażem dla dorosłego człowieka jest dzieciństwo. 



Nasze polskie lato bywa bardzo kapryśne i raczej naiwnością byłoby oczekiwać, że piękna pogoda utrzyma się przez calutki miesiąc. Dlatego warto mieć kilka tytułów w zanadrzu, aby w odpowiednim czasie nie spędzić długich godzin na wyszukiwaniu filmu, a później stwierdzić, że jest już za późno na oglądanie i czas spać. Tak, znam to z autopsji. :D Jestem ciekawa, czy ktoś z Was widział proponowane przeze mnie filmy i czy podziela mój zachwyt. Oczywiście czekam na Wasze typy, bo moja lista rezerwowa powoli się kurczy... 


Ściskam!


Young Adult / New Adult - czy to mi nie przystoi?

Young Adult / New Adult - czy to mi nie przystoi?

young-adult


Urok pierwszej miłości polega na naszej niewiedzy, że to się może kiedyś skończyć.

Benjamin Disraeli


Ostatnio znowu przepadłam dla książki. Cóż, często tracę głowę dla wymyślonego świata. Uciekam w papierową codzienność, przeżywam po raz kolejny pierwszą miłość, poznaję smak pierwszego pocałunku, doznaję, czasem cierpię razem z bohaterami. I gdy niedawno znów pogrążyłam się w rozpaczy po skończonej książce, mój wzrok przykuło określenie Young Adult na okładce powieści. Zaczęłam się zastanawiać, czy to coś wstydliwego, że zaczytuję się w literaturze przeznaczonej dla młodszego pokolenia? Czy to rzeczywiście żenujące, że lubię zagłębiać się w świat problemów nastolatków? 


Wtedy przyszło opamiętanie. Daj spokój, przecież w literaturze nie ma ograniczeń! W tym tkwi jej piękno - czytanie jest czystą przyjemnością, to dzięki niej możesz być kim zechcesz i odwiedzić miejsca, o których marzysz. 


Dlaczego Young Adult / New Adult?



Czy ktoś z Was nie wspomina z lekkim rozrzewnieniem młodzieńczych lat? Pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwsze wielkie problemy. Wszystko wydawało się do końca życia, nie było rzeczy niemożliwych, a nigdy pojawiało się w naszym słowniku tak często, jak zawsze. To czas, który ma nieodparty urok. Wiele wypada, ale i wiele nie powinno się zdarzyć... I chyba to wszystko sprawia, że z tkliwością wraca się do tamtych lat. 


young-adult


Z terminami Young Adult i New Adult spotkałam się jakieś dwa, może trzy lata temu. Są to książki przeznaczone dla młodych dorosłych. Jednak warto zaznaczyć, że to dwa odrębne typy literatury, które (może nieznacznie) się różnią. Young Adult dostarczy nam pierwszych miłości, poznamy smak zdrady, wybaczenia, ale nie odnajdziemy tu takiego bagażu emocjonalnego i erotycznego, jak w New Adult


Częstym motywem, wykorzystywanym przez autorów jest schemat nowego ucznia, niegrzecznego chłopca i dziewczyny z przeszłością. Najczęściej akcja toczy w środowisku uczelnianym, kiedy to młodzi ludzie opuszczają rodzinne gniazdka i rozpoczynają studenckie życie. Smak wolności, utraconej niewinności, intrygi, tajemnice to właśnie znajdziecie w świecie Young Adult i New Adult.


Być może to nie jest literatura, która inspiruje i motywuje, ale z pewnością potrafi wzruszyć, zrelaksować i oderwać od szarej codzienności. W fali, jaka powoli zalewa rynek wydawniczy można spokojnie znaleźć kilka perełek, po które warto sięgnąć. Ponadto pojawienie się tych dwóch nurtów literackich było bardzo korzystnym zabiegiem - zapełniły lukę, która pojawiła się między książkami przeznaczonymi dla młodzieży a książkami dla dorosłych.  


young-adult


Bez wstydu i zażenowania przyznaję się, że czasami podczytuję tego typu literaturę i pewnie jeszcze nie raz po nią sięgnę. 


Co czytałam?


  • Zaczekaj na mnie J. Lynn;
  • Jedno małe kłamstwo K. A. Tucker (moja recenzja);
  • Cztery sekundy do stracenia K. A. Tucker (moja recenzja);
  • After. Płomień pod moją skórą A. Todd;
  • Czy wspominałam, że Cię kocham? (cz.1), Czy wspominałem, że Cię potrzebuję? (cz. 2) E. Maskame - przepadłam dla tej serii, z niecierpliwością wyczekuję trzeciej, ostatniej części;
  • Wybacz, ale będę Ci mówiła skarbie F. Moccia;
  • Jesienna miłość N. Sparks.


To teraz kolej na Ciebie. Przyznaj się, czytasz Young Adult, czy New Adult? Czy zdarza Ci się, aby książki wprawiały Cię w zakłopotanie? Czy może jednak nie istnieje coś, co mogłoby Cię zawstydzić?




Recenzja powieści "Miłość i kłamstwa" Cecelii Ahern

Recenzja powieści "Miłość i kłamstwa" Cecelii Ahern

milosc-i-klamstwa-cecelia-ahern


Są rzeczy, o których chcemy zapomnieć, rzeczy, o których nie możemy zapomnieć, i rzeczy, o których zapominamy, że je zapomnieliśmy - aż do chwili, kiedy same nam o sobie przypominają.
Cecelia Ahern, Miłość i kłamstwa



Z nieukrywaną radością sięgnęłam po najnowszą powieść Cecelii Ahern. Tak to już bywa z ulubionym autorem. Gdy na rynku wydawniczym pojawia się jego nowa książka, zacierasz ręce z niecierpliwością, przebierasz nogami i chwytasz się łapczywie myśli, że już niebawem poznasz nowych bohaterów, którzy przez najbliższe godziny staną się twoimi przyjaciółmi. To jak prezent w postaci wymarzonej zabawki, którą bawisz się, odrzucając na bok stare i dobrze znane przedmioty. 


Jednak, gdy zaczęła się moja przygoda z Miłość i kłamstwa C. Ahern coś mi się nie zgadzało. Czy gra w kulki jest naprawdę czymś tak zajmującym, że należało o tym popełnić powieść? Otóż tak! Pasja, choćby najbardziej żenująca i nie przystająca dojrzałemu człowiekowi, może być dowodem głębokiej wrażliwości. Co więcej, może być przyczyną, dla której przez lata upycha się swoje prawdziwe ja w najskrytszych zakamarkach własnego umysłu, tworząc oblicze pożądane przez otoczenie.

Warmińska Prowansja. Lawendowe Pole

Warmińska Prowansja. Lawendowe Pole



Marzyłam o wielkich podróżach, o odkrywaniu nieznanych mi miejsc, poznawaniu świata, którego moje oczy nie widziały, dłonie nie dotykały, a uszy nie słyszały. Jednak szybko przekonałam się, że cała frajda nie polega na oswajaniu obcego, lecz na dzieleniu się tą radością z tymi, którzy wypełniają znany mi świat. Nawet największe cuda nie zagwarantują mi szczęścia, gdy nie będę mogła obejrzeć się i ujrzeć odbicia mojego zachwytu w ukochanych oczach. To właśnie te drobne gesty sprawiają, że szarość codzienności nabiera barw. Głęboko wierzę, że miłość jest tym, co nas określa, a aby kochać nie potrzebujemy wiele. Radość z małych rzeczy dnia powszedniego sprawiają, że stajemy się wielcy.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj czytaj! , Blogger