Z drugiej ręki, czyli jak oszczędzam na swoim dziecku

Z drugiej ręki, czyli jak oszczędzam na swoim dziecku

do utraty tchu blog


Zaczęłam trochę kontrowersyjnie, ale to wynika z wrodzonej przekory. 😉 Wiem, że to jak włożenie kija w internetowe mrowisko mam. Proponuję wziąć głęboki oddech i na luzie czytać dalej, bo nie będę się wymądrzać i snuć teorii wychowawczych. Chciałam po prostu podzielić się z Tobą moim podejściem do ekonomicznych aspektów rodzicielstwa. 


Wiadomo, że posiadanie potomstwa wiąże się z dodatkowymi kosztami. Ale nie oszukujmy się, czy zdecydujesz się na psa, czy na nowy samochód to bierzesz pod uwagę kolejne wydatki. Tak samo jest z dzieckiem, tylko tu masz w pakiecie czasami pobudki o piątej nad ranem, oślinione buziaki (no, to jak z psem) i automatycznie zwiększy się pojemność Twojego serca, która pomieści takie pokłady miłości, o jakich jeszcze nie wiedziałaś(-eś). Jednak kasa i dziecko to dla mnie dwa odrębne tematy, bo gdybyśmy zaczęli wszystko skrupulatnie kalkulować, to może okazać się, że ten mały człowiek nigdy nie wpisze się w plan naszych życiowych wydatków. A gwarantuję Ci, że to inwestycja, która zwróci Ci się już na starcie. 😍


do utraty tchu blog


Oczywiście faktem jest, że trzeba z większą dbałością podchodzić do domowego budżetu. Dlatego my z mężem świadomie podjęliśmy kilka decyzji, które konsekwentnie wprowadzamy w życie. I choć brzmi to może trochę dziwnie, ale właśnie w ten sposób oszczędzamy na Lilce. Są sprawy, o których nie dyskutujemy, bo są bezcenne - to bezpieczeństwo naszej córki i jej przyszłość. Stąd nie poruszam tu tematu fotelików samochodowych oraz placówek edukacyjnych. Jednak zdroworozsądkowe podejście do pewnych spraw może uchronić nasz portfel przed opróżnieniem, a mały berbeć z pewnością na tym nie ucierpi. Co więcej, nadal może cieszyć się beztroskim dniem, puszczać bąbelki ze śliny, łapać niewidzialne motylki, walić drewnianymi klockami w podłogę, przyprawiając sąsiada o kolejne siwe włosy. No, taki normalny rozkłady jazdy.


A teraz przygotuj się na porządną dawkę wiedzy z dziedziny rodzicielstwa, czyli wiedzy o wszystkim. Wiadomo. Zaopatrz się w grubaśny notes, pięć długopisów i kubeł kawy. Potrząśnij głową, aby wyrzucić wszystkie zbędne informacje i zrobić miejsce na moje konkluzje z wieloletnich , gruntownych badań, popartych doświadczeniem i praktyką. Dobra, żart.


A teraz na serio. Chodź, pogadamy. Ja opowiem Ci, co myślę, Ty dorzucisz swoje pięć groszy i wypijemy po prostu razem kawę. ❤


Z DRUGIEJ RĘKI


SACAND HAND

(Zacznijmy tak z angielskiego. 😜 )

Lumpeksy moja miłość. Oczywiście znałam je wcześniej i czerpałam z ich dobrodziejstw na długo przed zostaniem mamą. Jednak dopiero, gdy pojawiła się Lilka zrozumiałam, jakie to wspaniałe i byłam gotowa napisać list otwarty do Prezydenta RP z prośbą o wpisanie szmateksów na listę narodowych dóbr kultury. Nowe body, jeszcze z metkami za trzy ziko, sweterek za piątaka, kurtki na cztery pory roku za grosze. Za każdym razem wracam z łowów z torbą pełną szmatyczek, jak to nazywa moja siostrzenica, i jestem przeszczęśliwa. Pieniądze wydane w sklepie z odzieżą używaną są nieporównywalnie mniejsze niż koszt zakupów w galerii handlowej. Moje dziecko nie chodzi jak łaps w obdartych ciuchach i nie czuję, że odbieram mu jakiś przywilej radosnego malucha. 


do utraty tchu blog

BABY BOX 

Dogodną formą kompletowania szafy dziecka jest zakupienie wyprawki po innym bobasie (nazwałam to baby box, ale proszę tego nie mylić z pudełkami, w których śpią maluchy w Norwegii 😁). My właśnie tak zrobiliśmy. Gdy opowiedzieliśmy o naszym zamiarze zakupu kompletu ciuszków dla córeczki, odradzano nam to. Bo po kimś, bo odbieramy sobie przyjemność z wyboru, bo drogo. Na szczęście byliśmy głusi na te argumenty i dziś nie żałujemy ani złotówki. Dzięki temu nie musimy się martwić, że trzeba kupić wszystko, bo Lili już z czegoś wyrosła. Wystarczy, że przejrzę moje zasoby i spiszę listę brakujących elementów garderoby. Ponadto nie miałam parcia, że córeczka musi chodzić ubrana jak z katalogu mody dziecięcej. Miała być czysta, najedzona i kochana. Uf, nadal nam to się udaje! A cena takiej wyprawki? Uwierz mi na słowo, że jest śmiesznie niska i z pewnością oszczędziła nasz budżet domowy przed totalnym wyczyszczeniem.



(PRAWIE) NOWE ZABAWKI

Po urodzeniu Lili zdecydowaliśmy się na zakup jednej zabawki - Misia Szumisia i do dziś to się nie zmieniło. Tak się składa, że nasze dziecko ma dwa pełne kosze zabawek i kilka porozrzucanych po kątach. Skąd? Niektóre to prezenty, ale zdecydowana większa część to spadek po starszych kuzynach. Dzięki temu Lili ma połowę asortymentu Fisher Price, na który nie byłoby nas najzwyczajniej stać. Tego typu zabawki są rewelacyjne, ale okropnie drogie!

Wiem, że nie wszystkie maluchy mają możliwość dziedziczenia po starszym rodzeństwie, ale tu z pomocą przyjdą grupy sprzedażowe. Chyba każde miasto w Polsce doczekało się już takowej na Facebooku. Można tam kupić używane zabawki w znacznie niższej cenie. Co więcej, można tam nabyć wszystko dla dziecka - ubrania, obuwie, zabawki, czy inny dzieciaty sprzęt.  



do utarty tchu blog


Z pełną powagą i rozwagą przyznaję, że to jest mój sposób na oszczędzanie. Kupuję rzeczy używane i z wdzięcznością takie przyjmuję od rodziny. Zresztą wiadomo, że babcie dbają o to, aby ukochanej wnusi nic nie brakowało i co rusz obdarowują Lilkę czymś nowym. My jednak jesteśmy wierni ekologicznemu podejściu do gromadzenia Lilusiowych rzeczy i staramy się naprawdę gruntownie przemyśleć każdy wydatek.


Jestem bardzo ciekawa jakie Ty masz zdanie o rzeczach z drugiej ręki? Czy decydujesz się na takie zakupy? Czy raczej wolisz wydać więcej, ale mieć pewność, że jest to w nienaruszonym stanie? Koniecznie daj znać, co o tym myślisz!



"Dziewczyna, którą kochałeś" Jojo Moyes

"Dziewczyna, którą kochałeś" Jojo Moyes

do utraty tchu blog

- No i dlatego nie lubię mieć za dużo gratów. Jak byłam w noclegowni, ludzie non stop coś komuś zawijali. Nieważne, gdzie to zostawiłaś - pod łóżkiem, w szafce - oni tylko czekali, aż sobie pójdziesz, a potem to zabierali. Do tego stopnia, że nie chciałaś już nigdzie wychodzić, żeby ci czegoś nie zajumali. Masz pojęcie?
- O czym?
- Ile to człowiek traci. Tylko dlatego, że się boi o jakieś graty. 
Dziewczyna, którą kochałeś Jojo Moyes 


W dobie maksymalnego przyspieszenia w dobrym guście stało się bycie slow. Uważność w codzienności, pogłębianie świadomości w zdrowym odżywianiu i maksymalne skupienie na samorozwoju, przy jednoczesnym zminimalizowaniu dóbr materialnych. Jest w tym wiele mądrych zasad, które sama z rozkoszą kultywuję. Racjonalne i skrupulatne dobieranie rzeczy, którymi się otaczamy jest jak najbardziej uzasadnione, gdy wokół mamy na wyciągnięcie ręki cały wachlarz możliwości. Wybierając z niego ten jeden jedyny przedmiot możemy mieć pewność, że jest on wyjątkowy. 


Jednak cóż począć, gdy wśród wielu bogactw, jakie posiadamy tylko ten jeden ma dla nas najwyższą wartość i właśnie z niego jesteśmy zmuszeni zrezygnować? Albo co zrobić, gdy nic nie mamy, bo wszystko inne brutalnie nam odebrano, zostawiając tę jedną rzecz, w której doszukujemy się magii i choćby najmniejszego śladu dawnej świetności? Czy te oba przypadki nadal wpisują się w rytm slow? A może to najzwyklejsza podłość świata, kaprys losu? Tak trudno rozprawiać o idei, wymyślonej przez nas samych w obliczu krzywdy i niesprawiedliwości, o której postanowiła napisać Jojo Moyes w swojej najnowszej powieści, Dziewczyna, którą kochałeś.


Do utraty tchu blog


Dwie kobiety i dwa zupełnie różne światy. Jedna heroicznie walcząca o wolność i pamięć o ludziach, których kocha, zmuszona do uległości podczas pierwszej wojny światowej w okupowanym przez Niemców francuskim miasteczku. Druga zaś zawieszona w tętniącym, współczesnym Londynie i zagubiona w codzienności, która odebrała jej ukochaną osobę. Obie łączy jedna rzecz - obraz, stanowiący nikły cień nadziei na odzyskanie utraconej tożsamości. Gdy pewnego dnia ktoś chce zagrabić im ich skarb, kobiety, które dzieli przepaść historii, stają do walki. Jednak nie jest to tylko i wyłącznie walka o malarskie dzieło, to gra o własną godność i przyszłość


do utraty tchu blog


Moyes po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać o sprawach prostych w sposób niebanalny i niezwykły. Co więcej, w tę szarość dnia powszedniego wplotła bolesną cząstkę przeszłości, która mogła zdarzyć się naprawdę. Swoim bohaterom stawia na drodze przeszkody, które utwierdzają czytelnika, jak ciężko być wiernym swoim przekonaniom. Już na początku powieści natknęłam się na fragment, który doprowadził mnie do łez i nie mam tu na myśli wzruszających, miłosnych wynurzeń. Nie, to tylko opis spożywania sytego posiłku przez wygłodzoną rodzinę. Ociekający po spracowanych dłoniach tłuszcz, mlaskanie i rozkoszne mruczenie najmłodszych było tak dojmującym przeżyciem, że wciąż wspominam te zdania z zaciśniętym gardłem.


do utraty tchu blog


Czytając opis książki, czy liczne recenzje można mieć przeświadczenie, że Dziewczyna, którą kochałeś to walka o rzecz. Cenną, ale przecież to tylko rzecz. Jednak gwarantuję Ci, że to coś więcej. Moyes pokazuje, że tak naprawdę liczą się ludzie. Drobne gesty, kolekcjonowanie codziennych chwil i wiara, że warto być wiernym sobie i tym, których kochamy. 


A czy to nie o to chodzi w tak modnym teraz slow life?



Luty moimi oczami. Podsumowanie Foto Wyzwania Balancy

Luty moimi oczami. Podsumowanie Foto Wyzwania Balancy

do utraty tchu blog


Lubię wyzwania. Lubię czuć dreszczyk ekscytacji, obmyślanie planu działania i realizację. Lubię kreatywne zadania, możliwość rozwoju i samokształcenia. I nie oszukujmy się, lubię być najlepszą... wersją siebie. 😉 


Dawno temu, jeszcze przed założeniem bloga, nie przypuszczałam, że może mnie kręcić robienie zdjęć. Początki były trudne, choć wtedy wydawało mi się, że przecież wszystko jest w porządku. Nie było. Możesz mi wierzyć na słowo, a możesz po prostu przejrzeć moje początkowe teksty. Fotografie do postów były marne. Tak bardzo, że dziś potrafię się z nich śmiać do łez, ale nie są to tylko łzy rozbawienia. To wszystko podszyte jest pracą, uporem i dumą, którą teraz czuję. Jestem naprawdę zadowolona, że udało mi się zrobić taki progres. To nie jest oczywiście szczyt fotograficznego kunsztu. Jestem świadoma barków - wiedzy, technicznego obycia i wiem, że wciąż chcę więcej. Jednak dziś jestem pewna jednego - jeśli chcesz, to możesz! Nie pozwól, aby ktoś podciął Ci skrzydła i zasiał ziarno zwątpienia. Warto marzyć i pracować nad sobą. 


Pod koniec stycznia Ania z bloga Niebałaganka ogłosiła Foto Wyzwanie Balancy, które miało trwać przez cały luty. Początkowo przejrzałam zadania, oczami wyobraźni już ustawiłam rekwizyty do zdjęć i tworzyłam tła, a potem... zamknęłam laptopa i odpuściłam. Na szczęście tylko na chwilę. Każde takie blogowe wyzwanie jest idealnym pretekstem do samokształcenia, a mi wciąż brakuje motywacji i czasu do pracy z aparatem. Dlatego nie mogłam przepuścić takiej okazji. Ponadto wciąż pamiętam radość, gdy moje zdjęcie zostało wyróżnione w przedświątecznym wyzwaniu u Kameralnej. To właśnie takie małe szczęścia sprawiają, że warto robić to, co się kocha. 


Nie przedłużając, zapraszam Cię do przejrzenia mojego podsumowania Foto Wyzwania Balancy. Może dzięki temu poznasz mnie bliżej i spodoba Ci się to, co zobaczysz. A jeśli następnym razem będziesz się wahać, czy przystąpić do takiej zabawy, to dziś gwarantuję Ci, że nie będziesz żałować. To przede wszystkim świetna zabawa, morze inspiracji i ludzie, naprawdę świetni ludzie, których kręci to, co Ciebie. Życie. Tylko tyle. Aż tyle. 


Luty moimi oczami


1. PRIORYTETY
Jeden, Najważniejszy. Lili. Moje szczęście. Moja miłość.

do utraty tchu blog



2. KAWA
Jestem okropnym kawoszem. 
Gdy pod moimi sercem zaczęło bić Lilusiowe serduszko, nie mogłam znieść jej zapachu. 
Dlatego od tamtej pory piję trochę oszukaną - pół na pół ze zbożową. 
Filiżanka gorącej kawy to mój codzienny rytuał. 

do utraty tchu blog



3. DOM
Tam, gdzie są oni. 

do utraty tchu blog



4. CODZIENNE NIEZBĘDNIKI
Moje urodowe niezbędniki.
Suszarko-lokówka z obrotową szczotką, bez której od ponad 6 lat
nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów.
Oleje - na twarz, włosy i do ciała.
Hybrydy.
Więcej o moim kosmetycznym must have przeczytasz TU.

do utraty tchu blog




5. BIAŁY
To zdecydowanie kolor mojego domu.


do utraty tchu blog




6. CO CIĘ INSPIRUJE
Niezmiennie inspirują mnie ludzie, których los stawia mi na drodze.
To dzięki nim zaczynam czymś się interesować, marzyć i pasjonować.
Ostatnio moją głowę i ręce zajmują łapacze snów.

do utraty tchu blog


7. ZORGANIZOWANA
Zazwyczaj jestem bardzo uporządkowana i lubię planować.
Jednak urlop macierzyński trochę mnie spowolnił.
Bywają dni, gdy jedyny plan to brak planu.
I takich przez ostatnie miesiące było najwięcej.
Ale, ale! Gdy coś jest do załatwienia, to musi być zrobione i już!

do utraty tchu blog



8. OKULARY
Czekaj, czekaj, gdzieś tu miałam numer do Wiosny.
Zapytam się, gdzie schowała słońce.


do utraty tchu blog



9. AKCESORIA DO PLANOWANIA
Mogłabym tu wrzucić fotę mojego plannera, dwóch notesów plus notatnik w telefonie,
ale bądźmy poważni!
Od ponad dziesięciu miesięcy idealnym planusiem jest Lili.
To ona ukłąda mi dzień, jej drzemki, godziny karmienia i tulenia.
A obowiązki domowe, blog, czy inne zdarzenia codzienności?
Są przy okazji.

do utraty tchu blog


10. MAGENTOWY
Powoli zakochuję się w hybrydach.
Ostatnio moim ulubionym kolorem jest róż - intensywny i bardzo, bardzo słodki.

do utraty tchu blog


11. NA ZEWNĄTRZ
To był piękny dzień.
Mróz szczypał w policzki.
Brokatowy śnieg skrzypiał pod nogami.
Słońce zaglądało w oczy.
Tak, to był piękny dzień.

do utraty tchu blog


12. KWIATY
Marzyłam o paprotce i mam!

do utraty tchu blog



13. LISTA ŻYCZEŃ
Mam jedno życzenie.
Aby wyrosła na zdrowego, szczęśliwego i porządnego człowieka.

do utraty tchu blog



14. BIURKO
Projekt BIURKO zakończony.
Więcej zdjęć mojego kącika do pracy możesz znaleźć TU.

do utraty tchu blog



15. TWÓJ PLANER
Mam ogromny kalendarz z mnóstwem miejsca do zapisywania,
dwa notatniki i zapiski w telefonie,
ale i tak najlepiej planuje mi się na karteczkach,
które przyczepiam do tablicy nad biurkiem.

do utraty tchu blog



16. DEKORACJE
Kwiaty i zdjęcia.
Zdecydowanie to one dodają uroku wnętrzom.

do utraty tchu blog



17. PORZĄDKI
W lutym zabrałam się za porządki.
Ogarnęłam nadmiar rzeczy, powyrzucałam, poprzestawiałam, poukładałam.
Tak się z tym wszystkim zapędziłam, że wyszedł mi z tego maleńki pokoik dla Lili.
Uwielbiam ten kącik i żałuję tylko, że tak późno wpadłam na ten pomysł.

do utraty tchu blog



18. LISTA TO-DO
Ponad dwa lata blogowania nauczyły mnie, że warto tworzyć listy,
szczególnie pomysłów na nowe posty.

do utraty tchu blog



19. NIEDZIELNE PRZYJEMNOŚCI
Tarta z bezą i porzeczką z przepisu Kwestia Smaku.
Niebo w gębie.

do utraty tchu blog



20. PASKI
Ulubione w mojej szafie.

do utraty tchu blog



21. MÓJ CZAS
Książka, kawa, coś słodkiego.
Zazwyczaj, gdy Lili drzemie.
W lutym przeczytałam Światło między oceanami M. L. Stedman.
Nie mogłam oderwać się od tej powieści.
Więcej o tej książce przeczytasz TU.

do utraty tchu blog



22. CODZIENNA RUTYNA
Zielona herbata.
Obowiązkowo do śniadania, dopiero później ulubiona kawa.

do utraty tchu blog



23. ULUBIONE
Ostatnio moje ulubione zajęcie to DIY.
To, co zrobię sama sprawia mi ogromną przyjemność.
Niedawno wyczarowałam wiosenny wianek.
Instrukcję wykonania znajdziesz TU.

do utraty tchu blog



24. MAŁE RZECZY
Drobne gesty.
Liścik od męża.
Ośliniony buziak od córeczki.
Wspólnie wypita kawa.

do utraty tchu blog



25. DO POCZYTANIA
W lutym zaczęłam czytać najnowszą powieść Jojo Moyes, Dziewczyna, którą kochałeś.
To kolejna książka tej autorki, którą tylko utwierdziła mnie w miłości do jej twórczości.

do utraty tchu blog


26. GDZIE PLANUJĘ
Uwielbiam poranki przy moim nowym biurku.
Siadam z gorącą kawą i staram się ułożyć plan najbliższych godzin, dni, tygodni.
Z różnym skutkiem, ale trening czyni mistrza.


do utraty tchu blog


27. SREBRNY
Niewiele go u mnie.
Zdecydowanie jest dodatkiem do złota.

do utraty tchu blog



28. MOJA PRACA
Rób to, co kochasz. Kochaj to, co robisz.
Mały sukces - artykuł w gazecie.

do utraty tchu blog



* * *



No dobrze, to już wiesz, jak upłynął mi luty. To teraz zaparz sobie kawę/herbatę i opowiadaj, co u Ciebie! 😀❤


-------------------------

Moje podsumowanie przedświątecznego wyzwania fotograficznego, organizowanego przez Kameralną znajdziesz TU.

Łapacz snów dla dziewczynki w dwóch odsłonach

Łapacz snów dla dziewczynki w dwóch odsłonach

do utraty tchu blog


Gdy zabierałam się za łapacz snów dla Lili, która wtedy była jeszcze w brzuchu, nie spodziewałam się, że zakocham się w tej ozdobie. Od tamtej pory miałam przyjemność wykonać jeszcze kilka nocnych talizmanów. Ogromnie cieszę się, że w tak przyjemny sposób mogłam pomóc odnaleźć dobry sen małym duszkom. 😉 


Dziś, przeglądając inspiracje na aranżacje pokoju dziecięcego, nie sposób nie zauważyć, że wciąż przewijają się te same elementy wystroju. Tippi/namiot, czy łapacz snów to pewnego rodzaju must have. Można być obojętnym na takie trendy, ale mnie akurat ta moda bardzo się podoba. Co więcej, uważam, że łapacz idealnie może wpasować się w dorosłą sypialnię.


Dziś chciałabym pokazać Ci łapacze snów, które wyczarowałam dla małych księżniczek. Każdy z nich utrzymany jest w tej samej kolorystyce - szarości, pudrowym różu i bieli. Jednak mam poczucie, że są zupełnie różne. 


Technika wykonania jest taka sama, jak przy tworzeniu łapacza dla Lili. Szczegółowy opis znajdziesz TU. Nie przedłużam, zobacz i zainspiruj się! 😊


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


I co, który podoba Ci się bardziej? A może dla Ciebie są takie same?! 😆 Przyznam Ci się, że ja miałabym problem z wyborem swojego ulubionego. 


Moje domowe biuro. Jak zaaranżowałam miejsce do pracy w domu?

Moje domowe biuro. Jak zaaranżowałam miejsce do pracy w domu?

do utraty tchu blog


Jeśli jesteś ze mną na Facebooku lub Instagramie, to już wiesz, że niedawno pojawił się w prasie artykuł, w którym opowiadam o moich 48 m². Nie było to formą pokazania światu, w jakim designerskim wnętrzu przyszło mi żyć, bo nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Pewnie dla wielu jest banalne, ale dla mnie i mojej rodziny to nasz DOM. Kochamy to miejsce i jesteśmy z niego dumni. Na szczęście dla wszystkich malkontentów, że to nie oni muszą się w nim męczyć, tylko my. 😜😂


W ostatnich tygodniach czuję się tu jeszcze lepiej. Udało mi się stworzyć kącik do pracy, dzięki któremu nabrałam wiatru w żagle. W końcu mam poczucie, że wokół zapanował porządek. Moje myśli są czystsze, planowanie stało się przyjemne, a nowe pomysły co rusz są przelewane na papier i lądują na małej tablicy, umieszczonej na biurku.


Jeśli jesteś ciekawa(-y), jak zaaranżowałam swoje domowe biuro, zapraszam Cię do przeczytania dalszej części wpisu. 



Moje domowe biuro


do utraty tchu blog


Pomysł uporządkowania przestrzeni do pracy zrodził się w mojej głowie nagle, a że nie lubię zwlekać z postanowieniami, dość szybko zabrałam się do realizacji. Nie zamierzałam przeznaczać na to wielkich pieniędzy, więc podczas wybierania podstawowego wyposażenia kierowałam się funkcjonalnością i uniwersalnością. Potrzebowałam czegoś, co wpasuje się w nasz pokój dzienny, który utrzymany jest w bieli. Idealne biurko (niewielkie i proste) znalazłam w Ikei. Stamtąd też zakupiłam półkę, którą zawisła nad biurkiem. Potrzebowałam jeszcze lampki i niewielkiej tablicy, na której będę mogła umieszczać zapiski. Lampkę zamówiłam na Allegro, zaś tablica inspiracji przywędrowała do mnie z Biedronki (pierwotnie była to ramka na zdjęcie, ale usunęłam szybkę). Dorzuciłam do tego darmowe plakaty, które można pobrać w sieci, poustawiałam książki, dodałam trochę zieleni i tak powstało moje domowe biuro, z którego teraz do Ciebie nadaję. 😊


biurko - Ikea
półka ze wspornikami - Ikea
lampka - Allegro
tablica inspiracji - Biedronka
plakat Love at home - Make Home Prettier
plakat To będzie dobry dzień - Lady Gugu
plakat To będzie dobry dzień, ale najpierw kawa - My Pink Plum


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Te niewielkie zmiany, jakie wprowadziłam w przestrzeni naszego domu zmotywowały mnie do ruszenia z miejsca. Jeszcze niedawno miałam poczucie, że tkwię w martwym punkcie i nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ciut więcej. Może to zasługa zbliżającej się wiosny, może nastawienia, ale przyszłość jawi mi się barwniej. Życzę sobie i Tobie, aby ten pozytywny stan utrzymał się jak najdłużej.


Jestem ciekawa, czy podoba Ci się pomysł z domowym kącikiem do pracy? A może podzielisz się ze mną, w jakich okolicznościach lubisz pracować? Czekam na Twoje przemyślenia. 😊



Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger