"Światło między oceanami" M. L. Stedman

"Światło między oceanami" M. L. Stedman

do utraty tchu blog


Dobro i zło są jak cholerne węże, splatają się ze sobą tak ciasno, że człowiek nie potrafi ich rozróżnić, dopóki obu nie zastrzeli. Tyle że wtedy jest już za późno.


Marzenia nic nie kosztują. Są proste, codzienne. Miłość, ciepłe dłonie osłaniające od chłodnego wiatru i para maleńkich oczu, wpatrzonych z bezgraniczną ufnością. Tylko tyle. Czas nie jest sprzymierzeńcem. Każdy promień słońca ujawnia to, co ukryło się w ciemnościach nocy. Pustka, ogromna pustka jak niezaleczona rana, z której sączy się poczucie winy i jałowości. Los potrafi drwić w okrutny sposób, zasklepiając blizny ciepłym oddechem, spragnionych usteczek łapczywie ssących wyschnięte źródło, otulając puchem pozornego spokoju. Już wiesz, że sprzedasz duszę diabłu, aby to zatrzymać. Będziesz ściskać niczym najcenniejszy skarb i walczyć do utraty tchu. Wówczas będziesz w stanie zapłacić każdą cenę za marzenia.


do utraty tchu blog


Niekiedy zdarza się, że usłyszę historię, która mrozi krew w żyłach. Przeraża mnie wtedy moja reakcja. Przeżywam, analizuję, czuję. Bardzo ciężko wyrzucić te uporczywe myśli, które uczepiły się jak rzep. Gdy sięgałam po powieść Światło między oceanami M. L. Stedman spodziewałam się emocjonalnej lektury. Jednak nie przypuszczałam, że to jedna z tych opowieści, która z każdym przeczytanym słowem będzie boleśnie przeszywać moją czytelniczą duszę. 


Jeśli sądzisz, że wszystko można jakoś poukładać i naprawić, to po przeczytaniu tej książki zmienisz zdanie. Otóż bywają sytuacje, które są tak beznadziejne i wątpliwe moralnie, że wszyscy będą przegrani. Każdy ruch na życiowej szachownicy jest błędnym posunięciem i tylko potęguję nadchodzącą klęskę. 


Gdy Isabel postanawia spędzić resztę życia z Tomem, jej jedynym zmartwieniem może być osamotnienie na wyspie i obowiązki żony latarnika. Nie czuje jeszcze goryczy porażki i niezrozumienia, jakie szykuje jej los. Tom zaś po barbarzyńskich doświadczeniach wojny czuje, że wygrał los na loterii - spokojna posada, która pozwala mu poczuć się użytecznym i piękna, oddana kobieta. Czy to, co ich spotkało było okrutnym żartem od Boga, czy może to niewłaściwe decyzje i ich konsekwencje? Czy ceną za marzenia musi być tak ogromne cierpienie? I kim jest właściwie czytelnik, że rości sobie prawo do oceny i potępienia?


do utraty tchu blog


Rok 1920. Australia. Ocean - spokojny i budzący szacunek jak Tom, jednocześnie dziki, nieokiełznany jak Isabel. Opowieść, która kusi niepowtarzalną, urokliwą atmosferą od pierwszych zdań. Jednocześnie zmusza do stawienia czoła niszczycielskim pragnieniom. Nie znajdziesz tu bohaterów przeszytych złem i nienawiścią. Ich jedynym grzechem są niegasnące marzenia o szczęściu. Dlatego, gdy jest ono na wyciągnięcie ręki, tak trudno z niego zrezygnować.



* * *





Nie mogłam odmówić sobie przyjemności porównania książki i filmu, który powstał na podstawie powieści Stedman. Jestem oczarowana doborem aktorów, jednak czuję się trochę rozczarowana ekranizacją. Nie dostarczyła mi tylu emocji, co książka. Potrafię zrozumieć pominięcie niektórych fragmentów powieści, ale przedstawienie clou problemu rzucało zupełnie inne światło na tragiczne losy bohaterów, pozwalając widzowi na szybkie wartościowanie i wydawanie wyroków. Czytając Światło między oceanami nie opuszczały mnie wątpliwości i moralna huśtawka i właśnie to uczyniło tę historię doskonałą. 


Zdecydowanie polecam książkę, a później obejrzenie filmu. Zachęcam zachować tę kolejność. 😉



xoxo



Dane techniczne

Światło między oceanami M. L. Stedman
Wydawnictwo: Albatros
ISBN 9788379857302

Z Lilusiowej biblioteczki: "Krowa Matylda nie może zasnąć" Alexander Steffensmeier

Z Lilusiowej biblioteczki: "Krowa Matylda nie może zasnąć" Alexander Steffensmeier

Krowa Matylda, do utraty tchu blog

Za oknem noc rozciągnęła na niebie granatowe płótno i rozsypała na nim brokatowe gwiazdki jak srebrne perełki. Księżyc rozprasza mrok niczym latarnia morska wskazująca drogę samotnej łodzi, a cisza otula ciepłem spokoju. Niby wszystko pasuje i jest jak zawsze, ale Matylda nadal nie może zasnąć. Na nic zamykanie krowich oczów, bo gdy tylko jedno opadnie jak ciężka zasłona w domu gospodyni, to drugie podjeżdża w górę i bawi się z krowią brwią. Może, gdy przypomni sobie bajkę, którą czytała jej i pozostałym zwierzętom gospodyni, to sen nadejdzie? Ale te straszne tygrysy, i jednoocy piraci... 😱 Nie, lepiej pomoczy kopytka w ciepłej wodzie, a może napije się ziołowej herbatki...? 


Znasz uczucie bezsennej nocy? Biedna Matylda właśnie tego doświadcza. Okazuje się, że taka samotna bezsenność jest jeszcze bardziej dokuczliwa. Dlatego pomysłowa krowa postanawia wyruszyć na zwiady po gospodarstwie, aby odnaleźć zagubiony sen.


* * *


Krowa Matylda, do utraty tchu blog


Gdy po raz pierwszy poznałam Matyldę z miejsca się w niej zakochałam. Ta energiczna i trochę psotna krowa mieszka wraz ze swoją gospodynią i pozostałymi zwierzętami w zagrodzie. I niby wszystko jest jak w innych gospodarstwach, ale ta rezolutna, kopyciasta obywatelka co chwila urozmaica codzienność swym towarzyszom. Ma też niezwykłego przyjaciela - listonosza. Ich znajomość początkowo była burzliwa i pełna strachu (listonoszowego strachu), ale z czasem przerodziła się w prawdziwą zażyłość.


Krowa Matylda, do utraty tchu blog

Krowa Matylda, do utraty tchu blog


Seria książek o przygodach krowy Matyldy to niesamowicie zabawna przeprawa zarówno dla najmłodszych, jak i dorosłych czytelników. Ogromną rolę odgrywają tu ilustracje, które są wprost fenomenalne - kolorowe, dopracowane w najmniejszym szczególe i utrzymane w humorystycznym stylu. Dla małych dzieci to dobry sposób na zabawę w rozpoznawanie zwierząt, zaś starsze maluchy mogą pokusić się o odnajdywanie maleńkich przedmiotów. Dorośli czytelnicy natomiast z pewnością docenią komizm szaty graficznej.


Krowa Matylda, do utraty tchu blog

Krowa Matylda, do utraty tchu blog

Krowa Matylda, do utraty tchu blog


Tekst nie jest zbyt skomplikowany, dlatego historię Matyldy poznaje już moja Lilka, która niebawem ukończy 10(!) miesięcy. Każda z części to różne perypetie mieszkańców gospodarstwa z urzekającą krową na czele. Zabawne sytuacje często wynikają z nieporadności okazałego zwierzęcia, które nieświadome swych gabarytów co rusz pakuje się w kłopoty. 


Niebanalny komizm sytuacyjny, rewelacyjna grafika, proste w przekazie historyjki i fenomenalna Matylda, która tylko z pozoru wygląda jak zwykła krowa - to zdecydowanie trafne podsumowanie serii autorstwa Alexandra Steffensmeiera. 


Krowa Matylda, do utraty tchu blog



Pozostałe tytuły z serii o krowie Matyldzie:




Dane techniczne

Krowa Matylda nie może zasnąć Alexander Steffensmeier
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN 978-83-7278-814-6

Urodowe must have, czyli bez czego nie wyobrażam już sobie mojej pielęgnacji

Urodowe must have, czyli bez czego nie wyobrażam już sobie mojej pielęgnacji

do utraty tchu blog


W mojej kosmetyczce nie zmieniło się zbyt wiele od publikacji ostatniego tekstu, w którym podzieliłam się z Tobą moim urodowym niezbędnikiem. Nadal stawiam na minimalizm w codziennym makijażu. Jednak przez ostatnie miesiące (ba! w jednym przypadku nawet lata) na pierwszy plan wysunęły się trzy produkty, bez których po prostu nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. 


Odkąd jestem mamą cenię niezwykle swój czas. Nie mogę pozwolić sobie na godziny przed lustrem, ale nie chciałabym zupełnie z tego zrezygnować. Nie byłabym sobą! 😆 Obecnie jestem zmuszona w ekspresowym tempie wykąpać się, ułożyć włosy i ewentualnie wykonać prosty make up. Za kilka miesięcy wracam do pracy, więc staram się jeszcze bardziej uprościć codzienne czynności i nie tracić energii na męczące zabiegi upiększające. Moje urodowe must have może nie być dla Ciebie odkryciem, ale ja wciąż zastanawiam się, jak mogłam wcześniej bez tego żyć?! 😜 



OLEJE


do utraty tchu blog


Olej na twarz. Olej na ciało. Olej na włosy. Tak w skrócie wygląda teraz moja pielęgnacja. Pokochałam olejowanie miłością absolutną i nie wyobrażam sobie, aby zrezygnować z tej czynności. Ponadto podoba mi się, że jest to produkt wielozadaniowy - mogę jeden, wybrany olej zastosować zarówno na twarz, ciało, jak i włosy. 


do utraty tchu blog


O olejowaniu włosów pisałam już dwukrotnie, możesz poczytać o tym TU i TU. Nadal moim faworytem jest olej lniany, ale niedawno odkryłam moc olejku z Alterry Migdały i Papaya. To kosmetyk, który przeznaczony jest do masażu ciała, ale sprawdza się również do olejowania włosów. Jego zapach jest obłędny! ❤ Ponadto Alterra ma całkiem przyjemny, naturalny skład - produkty nie zawierają syntetycznych barwników, substancji konserwujących, silikonów, parafiny i są odpowiednie dla wegan. To wszystko sprawia, że bardzo chętnie sięgam po kosmetyki tej marki, o czym pisałam na początku mojej przygody z kosmetykami naturalnymi. Właśnie wtedy wspominałam już o olejku do twarzy z pestek granatu, który w swoim składzie ma również olej migdałowy i witaminę E. Stosuję go codziennie i nadal jestem nim zachwycona. Bardzo dobrze nawilża, nie pozostawi na mojej skórze tłustego filmu i współgra z podkładem. Czego chcieć więcej? Przystępnej ceny? Niewiele ponad 10 zł to chyba nie jest duży wydatek, prawda? 😉



SUSZARKO-LOKÓWKA DO WŁOSÓW


do utraty tchu blog


Naprawdę nie wiem, jak radziłam sobie z moimi włosami bez suszarki z obrotową szczotką?! To jest hit nad hitami! Swoją suszarko-lokówkę PHILIPS HP8664/00 otrzymałam w prezencie sześć (!) lat temu i nadal działa bez zarzutu. Wyposażona jest w dwie szczotki, które mogą obracać się w obie strony, posiada jonizację i funkcję Care, która zapewnia optymalną temperaturę suszenia. To tyle, jeśli chodzi o sprzęt. A co z włosami? Jeśli masz kłaczki z tendencją do puszenia, a może marzysz po prostu o gładkiej tafli, to właśnie ta szczotka Ci w tym pomoże. Dla mnie jest ona wybawieniem. Dzięki niej odstawiłam prostownicę. Potrzebuję jedynie 5 minut na doprowadzenie moich włosów do normalności. 



ZESTAW DO MANICURE HYBRYDOWEGO


do utraty tchu blog


W tym roku byłam bardzo grzeczna i Mikołaj przyniósł mi prezent w postaci zestawu startowego do manicure hybrydowego Semilac. To był strzał w dziesiątkę! Już od dłuższego czasu przymierzałam się do zakupu lampy i wykonywaniu hybryd w domu. To niezwykłe ułatwienie i oszczędność czasu. 


do utraty tchu blog


Zawsze lubiłam mieć pomalowane paznokcie, ale pojawienie się Lili trochę zweryfikowało moje upodobania. W ciągu dnia nie miałam szans na wykonanie manicure, bo było nawet więcej niż pewne, że tuż po moja dziewczynka się o mnie upomni. Wieczorem zaś, gdy mogłam w spokoju oddać się przyjemności sam na sam z lakierem, to wizja porannych odgnieceń od pościeli skutecznie mnie od tego odwodziła. Z hybrydami jest szybko, łatwo i trwale, a tuż po zabiegu mogę iść po prostu spać. 



* * *


Olej, suszarka z obrotową szczotką i zestaw do hybryd to zdecydowanie moje urodowe must have. Dzięki temu codzienna pielęgnacja jest ekspresowa niczym pendolino 😂, ale wciąż staranna. Choć czas, który mogę poświecić teraz tylko dla siebie jest znacznie krótszy, to jednak nie mam poczucia, że gdzieś zagubiłam to, co w sobie lubiłam. 


A jak jest z Tobą? Jest coś, bez czego nie potrafisz się obejść? Co sprawia, że czujesz się dobrze ze sobą?


Ściskam!


Projekt biurko. Idealny kącik do pracy

Projekt biurko. Idealny kącik do pracy

do utraty tchu blog


Uwielbiam swoje mieszkanie. Nie jest zbyt duże (niecałe 50 m²), ale dla trzyosobowej rodziny to wystarczająca powierzchnia. Dzięki dominującej bieli jest jasne, nawet w najbardziej ponure i deszczowe dni. Ponadto ta czystość barw daje niesamowite możliwości w aranżacji. Gdy tylko nachodzi mnie ochota na zmiany, wymieniam dodatki i zyskuję zupełnie inne wnętrze. Jednak małe lokum to również spore wyzwanie, bo dekorowanie każdego wolnego miejsca musi bardzo przemyślane. Nieduży metraż zmusza mnie, aby na bieżąco porządkować szafy i walczyć z syndromem chomikowania. Dlatego cieszę się, że wciąż udaje mi się być wierną minimalizmowi. 


Po trzech latach od wprowadzenia się nasze potrzeby trochę ewoluowały. Odkąd jest z nami Lili to naturalne, że zaczęliśmy podporządkowywać przestrzeń do jej potrzeb. Stąd też w naszym domu obecność drewnianej zagrody, o której pisałam w poprzednim wpisie. Jednak te wszystkie zabezpieczenia są tymczasowe (wierzę, że uda mi zachować umiar i zdrowy rozsądek podczas gromadzenia Lilusiowego wyposażenia). Zaczynamy także powoli myśleć o pokoju dla Lilki, a tym samym o naszej wyprowadzce z sypialni. Co prawda, nastąpi to pewnie dopiero za rok, a może jeszcze później, ale już teraz musimy skrupulatnie przemyśleć każdy najmniejszy remont. W ostatnim tygodniach nasza dziewczynka jest bardzo aktywna, dlatego staramy się być wyjątkowo ostrożni. Musimy pamiętać, że pozostawiony sprzęt może zostać poddany gruntownej rewizji. Ostatnio zastałam córkę wysyłająca e-maile (czytaj ⇨ bębniącą jak oszalała w klawiaturę 😜). Ciągłe przestawianie laptopa, chowanie kabli i obmyślanie strategii kolejnego podejścia do napisania nowego tekstu spowodowało, że zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad wygospodarowaniem niewielkiej przestrzeni do pracy. Marzę o maleńkim biurku, na którym będę mogła utrzymać względny ład i który będzie zachęcał mnie do częstszego pisania, bo w mojej głowie co chwila pojawia się pomysł na tekst. 😉


W sieci jest mnóstwo inspiracji, które z chęcią w całości przeniosłabym do swojego mieszkania. Wybrałam kilka aranżacji, które najbardziej zbliżone są do mojego wyobrażenia o idealnym miejscu do pracy. 


źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

źródło


* * *



Najwyraźniej dojrzałam na tyle, że wizja pisania w dowolnym miejscu nie jest już dla mnie kusząca. Dawniej wystarczyła mi wygodna kanapa, odpowiednia muzyka i kawa. Dziś potrzebuję uporządkowania przestrzeni. Mam już pomysł na mój wymarzony kącik do pracy i pewnie niebawem go zrealizuję, bo projekt nie wymaga dużych nakładów finansowych. Już nie mogę się doczekać! 😀


A Ty masz już takie miejsce? Podoba Ci się wizja domowego biura, a może wolisz totalną swobodę i luz? Koniecznie zdradź swój patent na efektywną i przyjemną pracę. 


Halo?! Ratunku! Rodzice zamknęli mnie w więzieniu!

Halo?! Ratunku! Rodzice zamknęli mnie w więzieniu!

do utraty tchu blog


Odkąd Lili odkryła moc swoich nóżek, wszędzie się wspina i zrzuca wszystko, co jest w zasięgu jej rączek. To nic dziwnego, jest to w pełni prawidłowy rozwój małego człowieka, którego ciekawi otaczający świat. Jednak kreatywność naszej córeczki czasami mrozi krew w żyłach i zatrzymuje bicie serc. 😨 Lilka szczególnie upodobała sobie komodę, na której stoi telewizor. Wizja spadającego szklanego pudła na maleńkie ciałko prześladowała nas tak często, że postanowiliśmy coś z tym zrobić. Zamknęliśmy nasze dziecko w więzieniu, a dokładniej w drewnianej zagrodzie. Spokojnie, czasami ją wypuszczamy... 😜



Drewniana zagroda (kojec) dla dziecka


do utraty tchu blog


Dlaczego? Po co? W jakim celu? 

Każdy rodzic wie, że czasami fajnie jest zająć czymś malucha, zostawiając go w bezpiecznym miejscu. Może i fanaberia, ale rodzic też człowiek i musi wyjść do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie lub udać się tam, gdzie król chadza piechotą...😀O ile jest wtedy drugi sprawca zamieszania, to super, ale nie zawsze można skorzystać z takiej pomocy. Wtedy właśnie pojawia się problem. Szczególnie, gdy Twój brzdąc jest już mobilny i porusza się niczym gąsienica-błyskawica. 🐛😂


Początkowo planowaliśmy zakup tradycyjnego, miękkiego kojca, który mógłby również pełnić funkcję łóżeczka turystycznego. Jednak Lilka szybko wyprowadziła nas z błędu. Nasza dziewczynka nie przepada za zbyt długim przebywaniem w łóżeczku i wytrzymuje tylko tyle, na ile jest to konieczne, czyli maksymalnie 15 minut. Dlatego zrezygnowaliśmy z zakupu miękkiego kojca na rzecz drewnianej zagrody.



Drewniana zagroda  - co to takiego?

To nic innego jak płotek, który można ustawić w dowolnym miejscu. Co więcej, jest on ruchomy, czyli możesz rozstawić go w dogodny dla siebie sposób. Zagrodę możesz zamknąć i korzystać jedynie z otwieranej bramki (nie, nie musisz ćwiczyć przeskakiwania przez płotki 😉), ale możesz ją również rozciągnąć wzdłuż obszaru, który chcesz odseparować od swojego brzdąca.


do utraty tchu blog


Do wyboru są zagrody z różną ilością elementów, nasza składa się z siedmiu. Ponadto każda część połączona jest z kolejną specjalnym łączeniem, które powoduje, że płotek jest stabilny i nie ma obawy, że dziecko przeważy swym ciężarem ogrodzenie.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Tak, jak wcześniej wspominałam kojec wyposażony jest w bramkę, która ma zabezpieczenia przed swobodnym otwieraniem.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Czy to praktyczne?

Tak! Z pewnością nie żałujemy pieniędzy wydanych na to zabezpieczenie. Nie jest to tani gadżet (koszt takiej zagrody to około 200 - 300 zł), ale nam udało się kupić używany kojec, który jest w bardzo dobrym stanie, a jego cena była znacznie niższa od nowego produktu.


Jesteśmy spokojniejsi. Nie musimy być w ciągłym biegu i gotowości, aby chwytać spadające przedmioty. Lilka nie interesuje się już tak bardzo tym, co jest poza zasięgiem jej rączek. I dobrze! Mieliśmy bardzo podobne doświadczenie z listwami przypodłogowymi i zaślepkami, które maskowały łączenia. Początkowo Lili wyciągnęła wszystkie w całym domu. Nie wkładaliśmy ich na miejsce, bo to była syzyfowa praca - mały ślimaczek podpełzał i ponownie wygrzebywał je swoimi paluszkami. Po jakimś czasie mąż ponownie zamontował brakujące elementy, a córeczka nawet tego nie zauważyła. Przypuszczam, że z kojcem może być podobnie. Gdy usuniemy ogrodzenie (luz, nie mam zamiaru być zakratowana do końca życia 😜), nie będzie to już tak interesujący obszar dla Lilki.


Jeśli obawiasz się klaustrofobicznej reakcji swojej pociechy, to warto pamiętać, że zagroda nie musi być zamknięta. My zazwyczaj mamy ją rozciągniętą wzdłuż stołu z krzesłami i mebli, pozostała część jest w zasięgu córki. Młoda spokojnie może spacerować po całym mieszkaniu. Z funkcji blokowania wyjścia korzystamy wyłącznie, gdy jest taka konieczność.


Dzięki odseparowaniu od mebli Lili zaczęła bawić się zabawkami. Do tej pory interesowało ją wszystko, ale nie kosz z jej szpargałami. Teraz lalki, misie i piłki są w ciągłym ruchu.


do utraty tchu blog


Zagroda rozwiązała również problem wyjścia na balkon. Gdy rozpoczyna się sezon wiosenno-letni, nasz dom zyskuje jeszcze jedno pomieszczenie - właśnie balkon. Drzwi są tam zazwyczaj otwarte, ale taka sytuacja nie miałaby racji bytu przy chodzącej Lili. Dlatego cieszę się, że mamy kojec, bo dzięki temu z łatwością zablokuję wyjście na balkon. Sądzę, że zagroda będzie z nami podróżować również do dziadków. Duży ogród i bliskość dość ruchliwej drogi w pobliżu - to z pewnością atrakcyjne miejsca dla ciekawego świata małego człowieka, ale niekoniecznie bezpieczne.



* * *


Wychowanie dziecka to szalenie ciężka przeprawa, bo każdego dnia piętrzą się przed Tobą stosy wyzwań. Wciąż musisz dokonywać wyborów i choć czasami głowa pęka od myślenia, uszami idzie Ci dym, a kabelki łączące rozum z sercem rozgrzane są do czerwoności, to Ty i tak masz poczucie, że gdzieś popełniasz błąd. Jedno jest pewne - chcesz jak najlepiej. Starasz się i chronisz całym swoim istnieniem. Czasami chcesz wyluzować, innym razem spinasz się na maksa. Ciężko jest znaleźć ten złoty środek. 


Wybory nie dotyczą wyłącznie spraw na granicy życia i śmierci, niekiedy bywają szalenie prozaiczne. Dla jednych zakup drewnianej zagrody będzie zbędny. Przecież można obejść się bez takich wynalazków. Nasze babcie sobie radziły, poradzimy sobie i my. Owszem, można być minimalistą w wychowaniu dziecka, a można obłożyć się najnowszymi gadżetami. Wiesz, to naprawdę nie ma znaczenia. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby czuć się z tym dobrze. 


Jeśli szukasz czegoś do zabezpieczenia domu lub masz ogród, który budzi Twoje zastrzeżenia w kwestii bezpieczeństwa, to może właśnie taka zagroda będzie dobrym rozwiązaniem. Jest szybka w demontażu, można ją także w prosty sposób złożyć i odstawić w ustronne miejsce. Dla nas to było idealne rozwiązanie, które posłuży nam przez najbliższe miesiące, a potem pewnie poszuka nowych właścicieli. 😉


"A potem przyszła wiosna" Agnieszka Olejnik

"A potem przyszła wiosna" Agnieszka Olejnik



Mam za sobą okres czytelniczy, gdy bojkotowałam współczesne polskie pisarki. Nieszczęśliwa kobieta, zapomniany domek i on - rycerz na białym koniu. Ożeż, ile można?! 😆 Na szczęście (dla mnie), że przełamałam tę złą passę w nieodpowiednim doborze literatury i w końcu zaczęłam trafiać na wspaniałe książki.


Z twórczością Agnieszki Olejnik zetknęłam się raz - rok temu, gdy sięgnęłam po powieść Dziewczyna z porcelany. Nie spodziewałam się, że to będzie dla mnie aż tak udane spotkanie. Byłam naprawdę mile zaskoczona zarówno historią Michała, jak i warsztatem językowym autorki. To był dobrze spędzony czas, dlatego z przyjemnością przeczytałam kolejną książkę pani OlejnikA potem przyszła wiosna.


Ze zdumieniem odkryłam, że wiele rzeczy na świecie jest "tak po prostu". Chyba nie ma co komplikować sobie spraw. Tak sobie pomyślałam.
A. Olejnik, A potem przyszła wiosna 



Często o tym zapominam, że świat bywa prosty. Niepotrzebnie kluczę w zakamarkach własnych domysłów, smakuję każde słowo i kołyszę się na huśtawce emocji. O ile lżejsza jest codzienność, gdy przyjmuję to, co daje los. Nie rozdrapuję, aby dotrzeć do drugiego dna z poczuciem, że przecież nic nie jest takie, jakie wydaje się z pozoru. Jak ciekawy staje się dzień, gdy uśmiecham się bez powodu, przytulam się i całuję powietrze, którym oddycham. 




Kiedy po raz pierwszy spotkałam Polę, bohaterkę powieści A potem przyszła wiosna Agnieszki Olejnik, zrozumiałam, że moje podejście do świata nie jest czymś dziwnym. Takich tymczasowo ślepych dusz jest znacznie więcej. Pola musiała spaść ze szczytu, aby zrozumieć, że tak naprawdę tkwi na pagóreczku ułudy, zawiści i kłamstwa. Jako znana aktorka nie zaprzątała sobie głowy tym, że jej rzeczywistość pędzi w zawrotnym tempie. Tak miało być. Wywiady, blask fleszy, praca na planie i wszystko na pokaz. Interes się kręcił, kariera kwitła. Każdy krok Poli śledziły hieny z aparatem, więc nie było mowy o wyjściu w dresie po bułki. Dlatego przed zatrzaśnięciem drzwi kobieta starannie nakładała makijaż, układała fryzurę i dobierała strój. W jej idealnym świecie był jeszcze Grześ, również topowy aktor, nieziemsko przystojny i pachnący. I tak jakoś nijak mały się zdjęcia w brukowcu, ukazujące cud-Grzegorza między nogami znanej modelki.


Zdrada ukochanego to nie był tylko idealny temat dla brukowców, to był także początek końca kariery Poli. Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie dla bohaterki? Może niecny postępek Grzegorza był tylko dobrym pretekstem do porzucenia zakłamanego świata szołbiznesu?


Pola staje na rozdrożu i musi wybrać drogę, którą chce podążać. Jednak zanim podniesie się z kolan i zachłyśnie świeżym powietrzem, będzie potrzebowała cholernie dużo siły, aby stoczyć bitwę z demonami przeszłości.


A potem przyszła wiosna to nie jest lekkie czytadełko, to historia, która dostarczy Ci niesamowitych emocji. Pokaże, że życie nie rozpieszcza i pewnie wielokrotnie przeciągnie Cię po bruku, ale warto je smakować. Delikatnie cedzić słodycz miłości, otulać się promykami radości i grzać się w cieple prostych, codziennych spraw. 


Poznając kolejne losy Poli spisane piórem pani Olejnik, nie mogłam przejść obojętnie obok stylu autorki. Wśród niebywale wciągającej opowieści, zdarzały się takie zdania-perełki, które wybijały mnie z rytmu. Zatrzymywałam się przy nich na chwilę, aby dotknąć okrągłych liter, musnąć plączące się wyrazy i zapleść z nich zdania. A później stało się coś niezwykłego. W książce zaczęły pojawiać się wiersze, jak kwiaty na wiosennej polanie, krótkie, proste w odbiorze. Jednak to wystarczyło, aby obudzić we mnie uśpioną chęć ponownego rozkoszowania się poezją. Już następnego dnia po rozstaniu z bohaterami książki, wypożyczyłam w bibliotece Otello Szekspira.




Jeśli książka, którą czytasz pobudza wyciszone struny, w Twojej głowie zaczyna grać zapomniana już dawno melodia, a Ty nucisz, uśmiechasz się i czujesz chęć na więcej - wiedz, że to była dobra książka! 😊




Dane techniczne

A potem przyszła wiosna Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
ISBN 9788379763337

Sałatka z wątróbką drobiową, grzankami i pestkami słonecznika

Sałatka z wątróbką drobiową, grzankami i pestkami słonecznika

sałatka z wątróbką, grzankami i pestkami słonecznika


Wątróbka jest dość dyskusyjnym przysmakiem, bo albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja należę do pierwszej grupy i wątróbkę bardzo lubię, dlatego od czasu do czasu pojawia się ona w moim obiadowym menu. Najczęściej podaję ją z duszonym jabłkiem i cebulą, innym razem jabłko zastępuję pomidorami. Jednak zauważyłam, że ta forma już się trochę przejadła. W przerwaniu tej wątróbkowej rutyny pomogła mi Biedronka (tak jest! Biedronka! 😄), która tuż przed końcem roku obdarowała mnie kalendarzem. Znalazłam w nim naprawdę masę inspiracji na obiady, przekąski i desery. Jedną z propozycji była sałatka z wątróbką drobiową, którą postanowiłam trochę urozmaicić i stworzyć bardzo smaczny i zdrowy obiad. 


Częstym powodem niechęci do wątróbki jest jej pochodzenie i wygląd. Nawet po obróbce jest ona nadal mało przekonująca. Tymczasem wątróbka jest niezwykle bogata w składniki odżywcze (jest źródłem żelaza, cynku, witaminy A, D, B2, B12 i kwasu foliowego) i warto się w niej rozsmakować. Oczywiście nie zapominajmy, że wątróbka jest organem oczyszczającym organizm z toksyn. Ponadto przedawkowanie witaminy A również może być groźne, szczególnie dla kobiet w ciąży. Dlatego należy pamiętać, że nie powinno się jej spożywać zbyt często. Jednak raz w tygodniu na pewno nie zaszkodzi. 😉


Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten przepis - wątróbka tak przyrządzona jest smaczna i w końcu wygląda apetycznie. 😋 A gotowanie zajęło mi dosłownie 20 minut! Takie obiady lubię najbardziej.



Sałatka z wątróbką drobiową, grzankami i pestkami słonecznika 


sałatka z wątróbką drobiową, grzankami i pestkami słonecznika


Lista składników


(aby posiłek był bardziej syty, podałam sałatkę z kaszą bulgar)

  • ok. 500 g wątróbki drobiowej;
  • opakowanie mieszanki sałat;
  • dwie cebule;
  • garść pestek słonecznika;
  • 3 - 4 kromki chleba żytniego (równie dobrze może być inny rodzaj pieczywa, np. chleb tostowy);
  • 50 g masła (ja użyłam masła klarowanego);
  • oliwa z oliwek / olej lniany lub inny ulubiony olej, który sprawdzi się w połączeniu z sałatą;
  • sól, pieprz;
  • koperek;
  • 1 torebka kaszy bulgar.


Sposób przygotowania


Do gotującej wody wrzuć torebkę kaszy bulgar i gotuj przez 15 minut.


Wątróbkę oczyść i dokładnie umyj, następnie usmaż ją na maśle z pokrojoną cebulą przez 2 - 3 minuty z każdej strony. Gdy będzie odpowiednio zarumieniona, a cebulka zmięknie, przypraw solą i pieprzem. Pokrojone pieczywo podsmaż na niewielkiej ilości masła. 


Na talerzu nałóż porcję kaszy. Następnie obok połóż sałatę, na której ułożysz przygotowaną wątróbkę, grzanki. Posyp koperkiem i pestkami słonecznika, a na koniec skrop sałatę oliwą.


Pamiętaj!

Wątróbkę dopraw dopiero po usmażeniu. Wcześniejsze dodanie soli może spowodować, że wątróbka zrobi się twarda i będzie miała gorzkawy smak.



Smacznego!

Rok spełnionego marzenia

Rok spełnionego marzenia

do utraty tchu blog


Gdy nadchodzi pora pożegnać odchodzący rok i powitać nowy, staram się unikać postanowień. Wieloletnie obserwacje moich poczynań zaowocowały podjęciem decyzji, że czas spojrzeć prawdzie w oczy - prędzej zaplotę warkocze z ptasiego mleczka, aby w każdej chwili móc podjadać, niż doczekam się jędrnego tyłka i kaloryfera na brzuchu. 😜 Pisałam o tym już dwa lata temu w pierwszym noworocznym tekście, w którym dzieliłam się z Tobą moim pomysłem na słoikowe wspomnienia. Nadal stoję na straży twierdzenia, że zdecydowanie wolę kolekcjonować dobre chwile, zapisywać je na maleńkich kartkach lub zatrzymywać w kadrze. Z całych sił pragnę żyć uważniej i chyba jestem w tym coraz lepsza. Nigdy też nie odczuwałam smutku w okresie okołonoworocznym. Jednak rok 2016 był odmienny - wyjątkowy i bije na głowę wszystkie inne, dlatego trochę mi żal, że muszę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem i ruszyć w nieznany 2017 rok.


Przez ostatnie miesiące uczyłam się być mamą. Nie będę ściemniać -  z różnym skutkiem. Był ból, palące łzy nieporadności i złości, nieprzespane noce (mogę policzyć na palcach jednej dłoni, ile razy obudziłam się naprawdę wypoczęta), walka ze zniecierpliwieniem i zmęczeniem. Jednak to wszystko jest drobnostką w porównaniu z tym, co dał mi ten rok. Pierwszy krzyk po wielu godzinach oczekiwań, pierwszy dotyk, ciepłe ciałko po przebudzeniu, niegasnący uśmiech na Lilusiowej buźce, oślinione całusy, cycusiowe czułości, wspólne wakacje, długie spacery, tulaski i miłość - czysta, zachłanna, wciąż nienasycona i pragnąca więcej i więcej. Z pełnym przeświadczeniem mogę stwierdzić, że dzięki Lili poznaliśmy się z A. na nowo i jesteśmy zachwyceni tym spotkaniem.  To był rok spełnionego marzenia. 💕


wspomnienia rok 2016


Muszę Ci się przyznać, że bardzo boję się tego, co przyniesie mi nowy rok. Wiem, że już czas opuścić ciepły, bezpieczny kokon, który uwiłam sobie przez te niespieszne dni. Od początku byłam świadoma, że to wszystko nie jest wieczne, że nadejdzie pora, gdy obudzi się we mnie chęć nowego. Tylko wciąż nie jestem pewna, czy to już... Spoglądam na tę moją kruszynkę i nie wyobrażam sobie, że niebawem będziemy musiały rozstawać się na wiele godzin. W mojej głowie jest znacznie więcej nieufności, wątpliwości i obaw, niż ekscytacji i radości. Mam cichą nadzieję, że gdzieś w głębi pozostała we mnie ta iskra pracowitości i pragnienie rozwoju, które ułatwią mi połączenie rolę mamy i kobiety pracującej.


Choć czuję strach, że nie będę przy Lili cały dzień, jak teraz, to jednak wierzę, że poukładamy sobie tę naszą codzienność. Pewnie wielokrotnie będę musiała zmierzyć się z rozczarowaniem, gdy moja mała dziewczynka nauczy się czegoś nowego, a mnie przy tym nie będzie. Być może początkowo nie będę miała czasu na czytanie, na pisanie i na wiele innych przyjemności. Być może... A może wszystko okaże się prostsze niż mi się wydaje. 😉


wspomnienia rok 2016



Witaj, nowy roku! Jeszcze się nie znamy, ale mam cichą nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. 



* * * 


A Tobie, Czytelniku, dziękuję, że razem ze mną tworzysz to miejsce - odwiedzasz, czytasz, komentujesz i przeżywasz. Życzę Ci, aby ten nadchodzący czas był pełen radosnych chwil. I nawet, gdy Twoje życie przyspieszy, to postaraj się nie stracić z oczu tego, co najważniejsze. ❤




Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


To już rok. Pamiętam dokładnie te chwile po przebudzeniu, gdy dotykałam okrągłego brzuszka, gładziłam go z czułością i szeptałam obietnice wiecznej, bezwarunkowej miłości. Potrafiłam cały dzień nucić świąteczne piosenki, bo właśnie wtedy nasza Kruszynka stawała się aktywna. Piekłam pierniki i snułam opowieści, że następnym razem będziemy to robiły razem. Obserwowałam ten przedświąteczny rozgardiasz z nieukrywaną radością i nadzieją na piękne, nadchodzące miesiące. Nie pomyliłam się ani o odrobinkę. To był najcudowniejszy rok dla mnie i mojego męża. I choć pojawienie się Lili w naszym życiu powywracało codzienność do góry nogami, to mamy poczucie, że teraz wszystko jest na swoim miejscu. 


Gdy moje serce wybijało rytm serduszka Liluni bardzo zależało mi, aby zatrzymać czas. Cieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Dlatego z ogromną chęcią wzięłam udział w zabawie zorganizowanej przez Kameralną i stworzyłam Fotograficzny Kalendarz Adwentowy. Dziś, gdy wracam do tych zdjęć czuję zapach pomarańczy, przeglądam się w choinkowych światełkach i tulę do tych wspomnień z całych sił. W tym roku przygotowania wyglądają zupełnie inaczej. Nie ma wszystkiego na tip-top. Owszem, ogarniamy z A. dom według wcześniej ustalonej listy zadań, ale nasza córka ma w nosie jakiekolwiek rozpiski i działa według swojego planu. Dlatego nasze cztery kąty wciąż wyglądają jak po przejściu tsunami.😨😆 I wiesz, naprawdę dobrze mi z tym! Dzięki Lilce wyluzowałam, nie musi być perfekcyjnie, aby poczuć magię nadchodzącego Bożego Narodzenia


Wokół nas panuje totalny chaos. Do drzwi co chwila puka kurier z prezentami, które zamówiliśmy przez internet (to był najlepszy pomysł, aby uniknąć godzinnych spacerów w przedświątecznym tłumie z rozbrykaną Lilką w wózku). Sprzątając, potykamy się o zabawki, które my jedną ręką wrzucamy do pojemnika, a nasze dziecię drugą, mniejszą łapką wyrzuca. A gdy już czujemy, że panujemy nad sytuacją, to musimy pędem chwytać Lilkę lub spadające przedmioty, które ten mały nicpoń zrzuca. Tak, moja wymarzona księżniczka to też niezły łobuz, ale to najukochańszy łobuz pod słońcem! 😁


Za kilka dni będziemy świętować pierwszą wspólną Gwiazdkę. Chciałabym dać Lili wszystko, co najpiękniejsze i wiem, że jest to możliwe. Mam to na wyciągnięcie ręki każdego dnia. To ja, mój mąż, nasza dziewczynka i czas spędzony razem. To tyle i aż tyle. 



* * *


Pewnie już wiesz, że bardzo lubię fotografować. Różnie mi to wychodzi, jestem świadoma braków technicznych i niedociągnięć, ale ten moment zatrzymany w kadrze jest dla mnie bezcenny. Dlatego obowiązkowo musiałam zafundować świąteczną sesję dla mojej córeczki. Początkowo sądziłam, że będzie to profesjonalne studio, a za obiektywem fotograf z prawdziwego zdarzenia. Mamy już jedną taką sesję za sobą i efekty były zachwycające, ale... No właśnie, ciężko mi było odmówić sobie tej przyjemności i nie spróbować zrobić to sama. Jak wyszło? O tym poniżej.



Fotograficzna sesja świąteczna w domu



fotograficzna sesja świąteczna w domu


Gdy udaliśmy się na sesję noworodkową i zobaczyłam domowe studio naszego fotografa byłam jednocześnie zaskoczona, ale i zmotywowana. Okazało się, że wystarczy trochę przestrzeni, pomysł na tło i rekwizyty, aby wyczarować bajkową scenerię. Oczywiście bardzo przydatny jest również aparat... 😁 Dlatego, gdy zbliżał się okres przedświąteczny i w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się ogłoszenia bożonarodzeniowych sesji zdjęciowych, postanowiłam, że my w tym roku pobawimy się sami. Przede wszystkim wybraliśmy porę, gdy Lili miała ochotę na chwile przed obiektywem. Ponadto zmusiło mnie to do pracy z aparatem i pobudzenia mojej kreatywności. I jeszcze jeden, dość znaczący czynnik - nic nas to nie kosztowało (poza groszami, które wydaliśmy na rekwizyty).



Co może Ci się przydać podczas fotograficznej sesji świątecznej w domu?


  • duży karton, oklejony papierem dekoracyjnym, który posłuży jako tło;
  • kawałek tapety imitującej drewnianą podłogę (chyba, że masz piękny parkiet i chcesz go pokazać 😉);
  • dekoracje świąteczne: latarenki, lampki choinkowe, bombki, zapakowany prezencik, śnieżna kula, skarpety, filcowe ozdoby;
  • mały model, najlepiej własny, domowy, bo ten ukradziony od sąsiadów może odmówić współpracy. 😜


fotograficzna sesja świąteczna w domu


Nasze zdjęcia nie są perfekcyjne, jak te od fotografa, ale jestem w nich totalnie zakochana! Dostrzegam to, co mogłam poprawić, ale to jest drobnostka w porównaniu z rewelacyjnie spędzonym czasem i pamiątką z pierwszych świąt Lili. ❤


fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


* * *


Nie wyobrażam sobie, aby ten wyjątkowy czas spędzić z dala od naszego domu rodzinnego. Dlatego piszę do Ciebie, siedząc na w połowie spakowanych walizkach. Moja radość jest ogromna, bo udało nam się wyrwać codzienności trochę więcej wolnych dni i wracamy dopiero po Nowym Roku! 😀 Nie pozostaje mi już nic innego, jak zostawić Cię z tymi słodziutkimi, bożonarodzeniowymi kadrami i życzyć Ci pięknych, radosnych, rodzinnych, pachnących piernikami i aromatyczną kawą świąt! 


Serdeczności!

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger